poniedziałek, 14 września 2015

Pijalnia Czekolady aka czekoladowe drabble

Z racji tego, że mi głupio, i was zaniedbuje, i w ogóle się nie staram, i ogólnie beznadzieja, chciałam dać wam na przeprosiny moje czekoladowe drabbelki. Miał być z tego kiedyś jednolity długi tekst - nie wyszło. Za to powstała seria drabbli (1-5 to drabble, "Tajemnica" to droubble - margines błędu 5 słów). Drabbelki mogą funkcjonować pojedynczo, jednak razem tworzą serię "Pijalnia czekolady".
Pomysł zrodził się po pewnej wycieczce do Krakowa. Kto był/jest z Krakowa może pozna ;)

Pozdrawiam i miłego czytania
Autor marnotrawny

____________________________________________________________________


Słodkie tiramisu
Krzysiek lubił swoją pracę w pijalni czekolady urządzonej w starej XIV wiecznej kamienicy. Był kelnerem i choć wieczorami bolały go nogi po wielogodzinnym staniu za ladą lub serwowaniu gościom wymyślnych deserów, to nie zamieniłby tej pracy na żadną inną. Nie tylko dla tego, że była mało wymagająca i pozwalała szybko popaść w senną rutynę powtarzalnych gestów, słów i uśmiechów.
Powód był zgoła inny. Miał piwne, wiecznie roześmianie oczy i dołeczki słodsze niż serwowane przez Krzyśka pralinki.
Dominik. Nowy pracownik, na którego widok zmiękły Krzyśkowi nogi i rozsypał pakowane przez niego wiśnie w czekoladzie. Dominik – najsłodsze ciacho w całej pijalni czekolady.


Czekoladowy uśmiech
Pijalnia czekolady urządzona była w jasnych, beżowych kolorach nadających wnętrzu przestronności. Jednak ulubionym elementem wystroju Krzyśka był wspaniały przeszklony dach. Ktoś miał cholernie dobry pomysł by przykryć podwórze kamienicy szklaną kopułą – w dzień cała sala skąpana była w promieniach słońca, wieczorem zaś wystarczyło podnieść głowę by spojrzeć prosto w srebrną tarczę księżyca. W tej chwili jednak nie on zaprzątał uwagę Krzyśka, a młody kelner o uśmiechu upojnym niczym ciepła czekolada z rumem. Cała załoga z miejsca go pokochała, bo każdy jego uśmiech przynosił wymierne korzyści w postaci napiwków.
Krzysiek marzył, że kiedyś Dominik uśmiechnie się tak do niego. Bez napiwku. Całkiem za darmo.


Lodowe rozkosze
Krzysiek lubił swój punkt obserwacyjny u wylotu sali, z którego mógł bez skrępowania przyglądać się, jak Dominik z ożywieniem tłumaczył coś rodzinie siedzącej przy niewielkim okrągłym stoliku. Mała dziewczynka z liliową kokardą we włosach machała nóżkami siedząc w wysokim krześle. Była wyraźnie zniecierpliwiona niezdecydowaniem ojca, który wahał się między lodami czekoladowymi a malinowymi. Krzysiek nie miał takich dylematów. Osobiście uwielbiał podawane tu Amoremio. Słodka rozkosz w postaci lodów z gorącymi wisienkami na winie, bitą śmietaną i sosem czekoladowym, roztapiająca się na języku, cudownie lepka z cierpką nutą alkoholu. Sprawiająca, że człowiek zachłannie chce jeszcze, aż do całkowitego zatracenia. Zaprzedałby duszę, aby skosztować ich wprost z ciała Dominika.


Cafe latte
Krzysiek przesunął łakomym wzrokiem po ciele Dominika. Biała koszula i ciemne spodnie nadawały mu elegancji, długi, bordowy fartuch sprawiał, że jego sylwetka wydawała się szczuplejsza. Świetnie podkreślał jego tyłek, z czego Krzysiek był więcej niż zadowolony. Pośladki Dominika przypominały mu pralinkę Cafe latte o aksamitnym kremowym nadzieniu z nutką likieru kawowego w skorupce z gorzkiej czekolady. Stworzone do tego by je schrupać.
Krzysiek był tak pochłonięty swoimi myślami, że nie zauważył, kiedy chłopak zebrał zamówienie i ruszył do kuchni. Mijając go uśmiechnął się kącikiem ust i puścił do niego oczko. Krzysiek, aż obrócił się ze zdziwienia, ale jedyne co zobaczył to kształtny tyłek oddalającego się chłopaka.


Gorąca czekolada
Krzysiek stał właśnie przy stoliku w rogu sali i pomagał dwóm dziewczynom wybrać najlepszą czekoladę na gorąco. Blondynka w niebieskiej sukience zdecydowała się na czekoladę mleczną z orzechami laskowymi, jej koleżanka wciąż miała dylemat i nie potrafiła zdecydować czy woli czekoladę z wiśniami czy pomarańczową. Brunet uśmiechnął się do niej cierpliwie czekając, aż podejmie decyzję. Naglę poczuł czyjąś ciepłą dłoń na plecach.
- Jak skończysz, Kaśka ma do ciebie sprawę – wyszeptał mu prosto do ucha, znikając równie szybko, jak się pojawił. Krzysiek przeklął w duchu. W tej chwili oddałby swoje roczne napiwki, żeby to nie menagerka miała do niego sprawę, a pewien szalenie kuszący kelner.


Tajemnica o smaku chili
Krzysiek pracował w pijalni czekolady od dawna i większość podawanych tu rzeczy zdążyła mu się już z znudzić. Było jednak coś, co nadal go ekscytowało. Choćby nie wiadomo ile tego zjadł, nigdy mu się to nie przejadało. Wszyscy wiedzieli, że chcąc go przekupić należało dać mu pudełeczko pralin. Ale nie byle jakich. Tylko tych świeżych, ręcznie robionych. Dla Trufla Francuskiego był wstanie wziąć dodatkowy dyżur, a za Grand Marnier nawet dwa. Cóż każdy ma swoją cenę, a wolne w sobotę kosztowało Magdę całe sześć pralinek: jedną Chili, dwie Marcepanowo, jeden Trufel Pistacjowy i dwie Miodowe.
Właśnie raczył się łagodnym Marcepanem, kiedy drzwi składziku otworzyły się i stanął w nich nie kto inny, a Dominik.
- Cholera – warknął Krzysiek i pociągnął chłopaka do siebie przezornie zamykając za nim drzwi. - Znasz mój sekret. – Spojrzał na niego groźnie, tuląc do siebie tekturowe pudełeczko z pralinami. – Teraz będę musiał cię zabić!
Dominik, aż otworzył usta zszokowany, kiedy na twarzy Krzyśka pojawił się psotny uśmieszek. Wyjął z pudełeczka pralinkę o smaku Chili i wsunął ją delikatnie między rozchylone wargi Dominika. W piwne oczy błysnęły wyzywająco, kiedy zamykając usta niby przypadkiem musnął jego opuszki palców.
- Pozwól aby owładnęła tobą rozkosz – wyszeptał Krzysiek. – Od teraz to będzie nasza słodka tajemnica.